Lwów w 2026 — co się zmieniło po dwunastu latach i wojnie
Tygodniowy pobyt w Lwowie po dwunastu latach. Stare miasto, Cmentarz Łyczakowski, kuchnia i co naprawdę się zmieniło.

Pojechałam do Lwowa po raz drugi w marcu. Pierwszy raz to było dwanaście lat temu, jeszcze studencka wycieczka, jeszcze przed wojną. Drugi raz — z tygodniowym pobytem, z lepszą znajomością języka i z chęcią zobaczenia, co się zmieniło. Dużo. I jednocześnie mniej, niż się spodziewałam.
Ten tekst nie jest klasycznym przewodnikiem typu „dziesięć rzeczy, które musisz zobaczyć”. To seria notatek z miasta, które jest jednocześnie europejską metropolią i miastem zaplecza wojny — i nie umiem tych dwóch warstw rozdzielić.
Dotarcie i logistyka w 2026
Najwygodniej autobusem z Krakowa lub Wrocławia — na tej trasie kursują między innymi Flixbus, Sindbad i Ecolines. Z Krakowa realnie trzeba liczyć od sześciu do dziewięciu godzin, z Wrocławia dłużej; o wszystkim decyduje kolejka na granicy. Przekraczanie granicy w Korczowej–Krakowcu zajęło mi w jedną stronę pół godziny, w drugą prawie cztery. Bilet w jedną stronę kosztuje zwykle od 90 do 180 zł.
Pociąg z Przemyśla do Lwowa to nadal najbardziej nostalgiczna opcja — przejazd zajmuje około dwóch i pół godziny, ale rozkład bywa zmienny. Przed jazdą sprawdzić uz.gov.ua. Auto własne odradzam — koszt OC dla Ukrainy, niewygoda parkowania w centrum, ryzyko alarmów drogowych. Lepiej zostawić w Przemyślu i stamtąd pociągiem.
Stare miasto — i co się zmieniło

Lwowski Rynek nadal jest jednym z najpiękniejszych w Europie Środkowej. Czterdzieści cztery kamienice, ratusz pośrodku, mitologiczne fontanny w narożnikach, kawiarnie wokół. Co się zmieniło: ławki przed ratuszem są często zajęte przez żołnierzy w cywilu (na przepustkach lub po leczeniu w lwowskich szpitalach), w rogu rynku stoi instalacja przedstawiająca rosyjskie pociski znalezione w pobliskich miejscowościach, w drzwiach restauracji wisi cennik w hrywnach z notką, że prąd może wyłączyć się każdej chwili.
Wieczorami obowiązuje godzina policyjna — w czasie mojego pobytu zaczynała się o 23:00, ale jej godziny ustala administracja obwodowa i potrafią się zmieniać, więc trzeba je sprawdzić tuż przed wyjazdem. Po 22:00 puste ulice są normą. Klubów, jakie pamiętałam z 2014, już nie ma — albo zamknięte, albo przeniesione poza centrum, daleko, w zaadaptowane piwnice. To miasto żyje wcześniej i kończy dzień szybciej.
Co zobaczyć

- Cmentarz Łyczakowski — nadal najbardziej intensywne miejsce we Lwowie. Polskie groby Konopnickiej, Zapolskiej, Grottgera, ukraiński grób Iwana Franki, plus nowe kwatery żołnierzy poległych po 2022. Trzy godziny minimum.
- Katedra Łacińska i kaplica Boimów — barokowa perełka, mniej tłumna niż przed wojną. Do katedry wstęp wolny, datek mile widziany; kaplica Boimów ma osobny, symboliczny bilet.
- Opera Lwowska nadal działa, a rosyjskiego repertuaru na afiszu już nie ma. Grają „Carmen”, „Nabucco” i tytuły ukraińskie, jak „Natalka Połtawka”. Bilety 200–500 hrywien (mniej więcej 20–45 zł).
- Prospekt Szewczenki wieczorem — ulica, na której nadal czuć belle époque, mimo wojny.
- Lwowska Manufaktura Czekolady — turystyczne, ale lokalsi też tam wpadają.

Kuchnia
Lwowska kuchnia jest mieszanką polską, ukraińską i żydowską z gęstym akcentem na barszcze i pierogi. Trzy miejsca, do których wracałam:
- Kryjówka przy Rynku 14 — restauracja klimatyczna, w piwnicy stylizowanej na bunkier, do której wchodzi się po podaniu hasła. Trochę kabaretowo, ale z dobrym żurkiem na zakwasie żytnim.
- Piwniczne knajpy w bocznych uliczkach przy Rynku — mocne pierogi i barszcz ukraiński, bez rezerwacji i bez menu po angielsku. Cena obiadu 150–250 hrywien (mniej więcej 15–25 zł).
- Lwiwska Majsternia Szokoladu — ta sama manufaktura co wyżej, tylko wieczorem: kawa z karmelem i czekoladowa rzeźba w głównej witrynie.
Czego się spodziewałam, a nie zobaczyłam
Spodziewałam się miasta w trybie kryzysowym — pustki, lęku, ciszy. Zastałam coś innego. Lwów żyje normalnie do około 21:00, potem zwija się i czeka. Alarmy lotnicze zdarzały się trzy razy w czasie mojego pobytu — ludzie zwykle nie schodzą do schronów, chyba że alarm trwa długo. Restauracje pracują na akumulatorach, kiedy prąd siada.
Nie zobaczyłam też masowych grup polskich turystów. W marcu 2026 język polski na ulicach pojawiał się sporadycznie, najczęściej u osób z misjami pomocowymi. Klasyczny lwowski weekend dla Polaka jeszcze nie wrócił. Ceny w restauracjach są dla nas symboliczne (3-daniowy obiad 80–100 zł), w hotelach też (porządny czterogwiazdkowy w centrum 250–350 zł za dobę).

Czy do Lwowa można jechać bez paszportu, na dowód osobisty?
Nie. Mimo że Polska i Ukraina są geograficznie blisko, granica między UE a Ukrainą jest zewnętrzna i wymaga paszportu. Dla obywateli Polski wjazd do Ukrainy jest bezwizowy do 90 dni, ale paszport na granicy musi być honorowany. Sprawdź też, czy paszport jest ważny minimum 3 miesiące po planowanym powrocie.
Czy we Lwowie jest bezpiecznie w 2026?
Lwów leży na dalekim zachodzie Ukrainy, setki kilometrów od linii frontu, i uchodzi za jedno z najbezpieczniejszych dużych miast kraju. Alarmy lotnicze zdarzają się sporadycznie, większość mieszkańców kontynuuje codzienne życie. Najsensowniej śledzić strony MSZ.gov.pl i ambasady polskiej w Kijowie przed wyjazdem. Większe ryzyko niż wojenne to kradzieże turystyczne i nadużycia kursowe.
Ile dni spędzić we Lwowie?
Cztery dni dają czas na stare miasto, dwa muzea, jedną wycieczkę za miasto (np. do Olesko), Cmentarz Łyczakowski i jedną operę. Tydzień to już urlop, w którym spokojnie eksplorujesz różne dzielnice. Lwów ma więcej do zaoferowania niż się wydaje — przed wojną planowało się tu 2 dni, w 2026 wolniej i głębiej, 4–5 dni minimum.